28.05.2018

 

 

 

 

 

Nadzieja

Wróbel uciekł mi z garści
Gołąb nie został na dachu
Na ojcowiźnie za domem
Chude lata się pasą

Słuchałem w życiu przykazań
Składałem ziarnko do ziarnka
Wierzyłem w ludzi lecz jakoś
nie uzbierała się miarka

Po tacie złoty zegarek
Bez paska wisi na nitce
Czasem wieczorem przypomni
Czas biegnie nam coraz szybciej

I tylko Ty mi zostałaś 
Nadziejo na czasy lepsze
Wierna, troskliwa choć mała
Zostań nie odchodź stąd jeszcze

28.05.2018

 

 

 

 

Nie mogę

Każda dnia godzina każdy miesiąc roku
Każdy dzień po nocy i noc co się wydarzy
Podpowiada sercu w pośpiechu depcząc spokój
Bym w ciągnącym tłumie szukał Twojej twarzy

Zobacz jak wiruje okrutna ręka czasu
Porusza wskazówkami na zegara karuzeli
Nie mogę pozwolić moim oczom zasnąć
Nie mogę im pozwolić byśmy się minęli

Każda czasu chwila depcze święty spokój
Samotności rana nie chce się zagoić
Nie mogę pozwolić by choć jeden krok Twój
Przegapił przypadkiem skrzyżowanie z moim

Tak się ściga z wiatrem, każe iść za sobą
Nie zmieni już prędkości nie zdoła się zatrzymać
Nie mogę pozwolić bym rozminął się z Tobą
Mam nadzieję z każdą chwilą że się trzymasz.

15.05.2018

 

 

 

 

 


Stół

Gdy czas już system mowy wykuł
I jednostki złączył w stada
Ludzkość wymyśliła stół
Żeby przy nim gadać

Twór ten różne miał postacie
Ilość nóg i różny blat
Rodzaj ludzki na tym blacie
Różne rzeczy stawiał, kładł

Lecz by rozmowa jakoś przeszła
Nie żeby zaraz wiarygodniej
Wymyślono także krzesła
Tak po prostu – bo wygodniej

Więc do śniadań i kolacji
Wojen, paktów, negocjacji
Wierząc wciąż że to coś da
Zasiadamy ty i ja

I byleby w naszej mocy
Było patrzeć sobie w oczy
Więc jak światem stoi świat
Tam gdzie my tam krzesła dwa

Na tym świecie różnie bywa
Jak na wymyślonym stole
Raz przybywa raz ubywa
Cieszy, smuci, w oczy kole

Na tym świecie bywa różnie
Raz pół litra raz herbata
Ktoś przy stole się poróżni
Ktoś przy stole z kimś się zbrata

Więc do śniadań i kolacji
Wojen, paktów, negocjacji
Wierząc wciąż że to coś da
Zasiadamy ty i ja

Na tym świecie od pokoleń
Przy jednym zasiadamy stole
I byleby w naszej mocy
Było patrzeć sobie w oczy

24.04.2018

15.05.2018

 

 

 

 


Pod murami getta

Każdy dom nas widzi księżyc nas prześwietla
Spotkamy się kochanie pod murami getta
Przyjdę późną porą zanucę tak jak lubisz
Mój głos po tamtej stronie na pewno Cię nie zgubi

Nie daj nigdy Boże
Nie daj Boże komuś
By taki mur rozdzielił
Dwa serca w jednym domu

Wiatr złowrogi wieje świszcze pośród drzew
Niosę Ci nadzieję jak razowy chleb
Gdy u twego ojca skrzypiec cicho gra
My pod murami getta doczekamy dnia

Nie daj nigdy Boże
Nie daj Boże znowu
By taki mur rozdzielił
Dwa serca w jednym domu

W modlitwie kochanków szukamy lepszych dni
Choć o tym co pisane przecież nie wie nikt
Nad dachami miasta dzień rozrzedza mrok
Gdzieś z tyłu za plecami marszowy słychać krok

Nie daj nigdy Boże
Nie daj Boże znowu
By taki mur rozdzielił
Dwa serca w jednym domu

19.04.2018

 

 

25.04.2018

 Bywa, Moi Drodzy, że przychodzą do mnie różne wiadomości. Różne, również te listowne. Trudno podejść mi emocjonalnie do stwierdzenia co niektórych, że „stałem się kronikarzem ich przeżyć i że można czyjeś życie oddać piosenką”. Poczułem się odpowiedzialny. Tak się chyba stało w tym przypadku. Niezmiernie poważnie podchodzę do losów rodaków za granicą, bo sam ciężko pracowałem za niejedną. List, który dostałem od Pana I. opisuje wspomnienia jego ojca a tym samym los wielu innych, którzy rozsiani po całym świecie, mieli i mają swoje Slough, swój Kreuzberg, swoje Gare du Nord. Nie ujawnię nazwisk bohaterów tego tekstu. Niech zostaną bezimienną częścią tego narodu i jego wiecznej wędrówki za szczęściem.

Lato 93

Było ciepłe lato 93’
W końcowych napisach ulotnił się film
Znajomych kolejka po dowód i paszport
I Ty we mnie wtulona też czekałaś na to

Upojna noc i krótki poranek
Obietnica że wrócę i z Tobą zostanę
Ostatnie nasze młodzieńcze spojrzenia
Ostatni pocałunek nim powiem do widzenia

A później Twój szpital, za oknem Wisła
Tak Cię urządził ojciec sadysta
Dostałem z Polski krótki telegram:
Nie mogę tak dalej. Kocham Cię. Żegnaj.

Dzień się wydłużał, wirował wszechświat
Deszczowa Anglia pierwsze dni września
Tamtych miesięcy pamiętam niewiele
Zaschnięta krew na szkle butelek

Na Charing Cross pierwsze żebranie
Nocne odsiadki zgubiona pamięć
Pewnego dnia przestałem kraść
Gdy powiedział do mnie: weź Pan się w garść

Stary był lotnikiem i nie miał rodziny
Wziął mnie do siebie, ubrał, wyżywił
Zacząłem zamiatać brudne chodniki
Szorować gary, przeglądać słowniki

W domu miał dużo dziwnych pamiątek
Jakieś medale, szable i portret
Raz tylko w roku popijał w święta
Miał żal do Anglii że nie pamięta

Na skromne mieszkanie emerytura
Wzrok już nie sięgał lecz głowa w chmurach
Na zdjęciach nad łóżkiem rodzinne kąty
Zostawił to wszystko w 39

Drogi do pracy toczyły się same
To ona mi była lekiem na pamięć
Starym kolegom ze Slough i spod centrum
Odpowiadałem „Sorry, but thank you”

Londyn wiosną zieleni się na drzewach
Stary poleciał wtedy do nieba
Zostawił mi w liście podziękowanie
Czapkę pilotkę i całe mieszkanie

Zacząłem żyć znowu choć bywało ciężko
Kibole nie lubią tu cudzoziemców
Kiedy rodziła się nagła potrzeba
Dziękowałem Bogu że tak szybko biegam

Raz na przystanku czas się zatrzymał
Pomogłem jej w metrze, na imię miała Ima
Jej matka walczyła za wolność rodaków
Oddała głowę na wojnie w Iraku

Samochód, motocykl i dobra praca
Znajomi pytali czy nie chce wracać
Pojechałem z żoną więc w odwiedziny
Zobaczyłem kraj ten sam choć inny

Ojciec w alejce, matka już z innym
Wódka tradycją w stronach rodzinnych
Brat z progu kazał nam wypierdalać
„Z ciapatą od domu trzymaj się z dala”

Brukowane ulice dobrymi chęciami
Ten stary sposób żeby lud omamić
Pomieszał się nad Polską zupełnie dzień z nocą
Wiedziałem już że wracać nie mam tutaj po co

Odwiedziłem wszystkie nasze dawne sprawy
Samolot miał odlecieć wieczorem z Warszawy
Dzikie gęsi w podróży szybowały w górze
Na zaniedbanym grobie zostawiłem róże

Pytam w lustrze kim jestem i patrzę na syna
Kolejny rok mija, kolejna idzie zima
Sąsiad Ukrainiec i jeden Turek z dołu
Polubili smak mojego rosołu

Ani my Anglicy Ani tu Polacy
Pół arabski korzeń z odrobiną Francji
Wśród rodaków którzy najboleśniej gryzą
Przeżyliśmy lata w cieniu nad Tamizą

Nie bogaci przecież ale i nie biedni
Jemy emigrancki chleb nasz tu powszedni
Boże i za taki chleb Ci dziękuję
Im bardziej go doceniam tym bardziej szanuję

Kocham Ciebie życie lecz tak niewiele mogę
Lekarz we mnie znalazł śmiertelną chorobę
Wcale się nie boję bo nigdy się nie bałem
Oddałem mej rodzinie wszystko to co miałem

Dzisiaj rozumiem że dom to nie ściany
To jeden wspólny los razem budowany
Poświęć nam o Panie ostatnie wspólne dni
Tak jak kiedyś lato 93

Łódź 18.04.2018

 

10.01.2018

Oto pojawił się przed chwilą zupełnie nowy i najprawdopodobniej pierwszy taki z cyklu tomik, zawierający moje wybrane wiersze i piosenki. Chciałbym podziękować Pawłowi Płaszczykowi za  poświęcony czas na  skład i oprawę graficzną i troskę o pomyślny finał.

Książeczka zawiera wybrane teksty, napisane na przestrzeni lat 2007-2017. W tym czasie powstało ich oczywiście wiele więcej, jednak forma zakładała przekrój i wybiórcze wspomnienie pewnych poetycko-życiowych okresów. Znajdziemy tu niepublikowane wcześniej fragmenty cykli i programów słowno-muzycznych takich jak: Pamiątki, Secesje, Dzieci Wszechświata, Podróże z balladą, Słowiańska dusza. Wszystko pod wspólnym tytułem Chwile.

Ta wspomnieniowo–rocznicowa książeczki będzie dostępna m.in. na naszych koncertach (aktualne terminy: TUTAJ)

 Serdecznie zapraszam,
Ł.N. Caryna

 

01.01.2018

Zapraszam serdecznie Państwa na nasze koncerty! Nasze, to znaczy koncerty Grupy Caryna, koncerty tzw. Małej Caryny (czyli duetu Nowak-Marańda) oraz projektu Pieśni Naszych Czasów (Nowak-Snokowski). Obecność  na scenie wspaniałych muzyków ( a jednocześnie moich przyjaciół) zapewnia niezapomniane muzyczne chwile. Również dla mnie. Rozpoczynamy kolejny rok w tej niełatwej rzeczywistości licząc, że dzięki muzyce i słowom pozostawiamy ten świat po sobie trochę lepszym. Będę starał się co jakiś czas odświeżyć tę stronę, myśl, zaproszenie. Długa wirtualna przerwa była potrzebna na przebudowy i zmiany. Ale nie był to rok przerwy od muzyki. Cały czas trwa nasza trasa, na której Was spotykamy i oby tak było i w tym roku! Dziękuję tym, którzy wytrwali i trwają.

Ł.N. Caryna